Wywiad

Publikacje

Wywiad z Łukaszem Byrdym


Konkurs Chopinowski stawia wyzwania szczególnie Polakom



Z Łukaszem Byrdym, który był uczestnikiem XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 2021 rozmawia Karolina Borodacz.

Pochodzisz z Katowic, ale to z Poznaniem związałeś swoje życie zawodowe. Co skłoniło Cię, żeby swoje kroki skierować właśnie tutaj?

Z Poznaniem jestem związany bardzo długo – nie tylko odbyłem tutaj studia, ale wcześniej byłem tu też w liceum. Nie chodziło jednak o miasto, w naszym zawodzie nigdy nie chodzi o konkretne miejsce, tylko o ludzi, którzy je tworzą. W tym przypadku konkretnie o mojego profesora,  który teraz jest już na emeryturze, Waldemara Andrzejewskiego. Wybór był naturalny – profesor tutaj pracował, więc w związku z tym też się tutaj pojawiłem. Nie ma w tym jakiegoś magicznego przyciągania, po prostu chodziło o daną osobę i dzięki temu jestem w Poznaniu już właściwie 11 lat. Nie planuję się wyprowadzać i raczej zostanę tu już na stałe. 

Zaczynając grać na fortepianie, wyobrażałeś sobie, że będziesz brał udział w Konkursie Chopinowskim? 

To jest problemem naszej edukacji muzycznej, jeśli chodzi o pianistów, że w Polsce jest jedno tylko duże wydarzenie, ale takie naprawdę duże i jest to Konkurs Chopinowski. Ten konkurs funkcjonuje w środowisku muzycznym nie tylko wśród pianistów, ale wśród pianistów szczególnie. Przez to, że jest on jednym z największych albo po prostu największym na świecie i akurat odbywa się w Polsce, to gdzieś w dzieciach się stwarza taką wizję, czy też nawet presję, cały czas o nim się mówi. Więc myślę, że wiele dzieci ma takie wyobrażenie, że chciałoby wziąć w nim udział, ale czy to jest realne, to potem lata weryfikują. Myślę, że tak, miałem kiedyś takie marzenia. 

Od początku byłeś zdecydowany, że muzyka to jest to, co chcesz w życiu robić? 

Nie, absolutnie nie. Wręcz przeciwnie, ja bardzo nie chciałem grać na fortepianie, nie dostałem się do szkoły muzycznej jako dziecko. Nawet do dwóch szkół muzycznych! Po prostu stwierdzono, że ja nie nadaję się do grania, na żadnym chyba instrumencie. Zresztą to nie była jakaś moja pasja, ani też nie ma tutaj innej pięknej historii. Moja mama bardzo chciała, pomimo tego, że nie pochodzę z rodziny muzycznej. Ale gdzieś wraz z rozwojem, trochę później, myślę, że gdzieś pod koniec szkoły podstawowej, mi się to po prostu zaczęło podobać. Trochę to trwało, a po drodze też były i dołki, i górki, i ten rozwój nie był jakiś harmonijny i prosty. Pojawiały się również emocjonalne sytuacje i chciałem nawet zrezygnować. Musiałem chyba dorosnąć do jakiegoś takiego momentu, w którym stwierdziłem, że właśnie to chcę robić. I tak już zostało.

I z sukcesem, bo jesteś też laureatem bardzo wielu konkursów m. in. w Pekinie, Rzymie… Czy Konkurs Chopinowski stawia przed Tobą jakieś nowe wyzwania? Czy to jest dla Ciebie coś bardziej poważnego? 

Teoretycznie wszystkie konkursy są takie same – wychodzi się na scenę i gra przed komisją, która nas ocenia. I w zasadzie w ten sposób patrząc, to czy egzamin na uczelni czymś się różni od takiego konkursu? Właściwie nie, bo i tutaj, i tutaj, dostajemy punkty i jesteśmy oceniani przez kogoś. Konkurs Chopinowski stawia wyzwania zupełnie innego rodzaju, szczególnie dla Polaków. Raz, że czujemy się bardziej oceniani (mam przynajmniej takie wrażenie) niż pianiści z zagranicy, dwa – to chyba taka przypadłość naszego narodu, że my lubimy oceniać szczególnie Polaków, innych i w ogóle lubimy oceniać, nawet się nieraz na pewnych rzeczach nie znając. To jest taki syndrom trochę jak w piłce nożnej, czy w innym sporcie, że wszyscy sobie usiądą, obejrzą i ocenią, czy coś im się podobało, czy nie i będą mieli swoje zdanie. Nie przywykliśmy do takiej presji, grając na co dzień, czy na innych konkursach mniejszych, większych w różnych miejscach na świecie. Nie ma takiej presji, nie ma takiego stresu, nie ma takiego zainteresowania medialnego. 6 lat temu, gdy brałem udział po raz pierwszy w Konkursie Chopinowskim w Warszawie, oglądalność była na poziomie 300 tysięcy ludzi. Gdyby zsumować radio, telewizję i Internet, to w każdym momencie było 300 tysięcy osób słuchających i oglądających. To jest bardzo dużo. Muzyka klasyczna normalnie nie wzbudza takiego zainteresowania. Także chyba nie da się tego też trenować wcześniej, dlatego jest takie szczególnie trudne. Plus się ma jakieś takie wrażenie, że się uczestniczy w czymś historycznym i tą historię tworzy i to też nie pomaga w żaden sposób.

Wspomniałeś, że brałeś udział również w 2015. Czy teraz Twoje podejście do tego konkursu się w jakiś sposób zmieniło? Czujesz się lepiej przygotowany, czujesz się dojrzalszym muzykiem?

Myślę, że im człowiek jest starszy, tym czuje większą odpowiedzialność. Nawet nie przed innymi ludźmi, ale przed samym sobą. Chyba było mi trochę łatwiej, bo nie miałem świadomości wielu rzeczy. Teraz jestem bardziej świadomy i to może powodować większe zdenerwowanie. Aczkolwiek, w kontekście muzycznym, czy też czysto artystycznym, oczywiście jest to w jakiś sposób łatwiejsze, bo jestem starszy i co ważne – więcej przez te lata na pewno grałem, jestem lepiej przygotowany. Chociaż to nie zawsze ma przełożenie. Często osoby młode dużo osiągają dosyć szybko właśnie dlatego, że nie czują na sobie takiej presji, ciążącej na nich odpowiedzialności i mądrości wynikającej po prostu z przeżytych lat.

Wracając do Twojej działalności w Akademii Muzycznej. Jesteś dosyć zajętym człowiekiem. Jak łączysz pracę pedagogiczną, swoje koncertowanie i jeszcze przygotowywanie się do konkursu?

Staram się tak zagospodarować swój dzień, żeby móc zrobić jak najwięcej. Pracuję na uczelni i uczę też w szkole talentów, więc tego oczywiście jest dużo. Sam muszę też dużo ćwiczyć. Ale tak ten świat funkcjonuje i nie należy się na niego za to obrażać. To nie są już te czasy, kiedy artysta był od tego tylko, żeby grać i miał jakiegoś bogatego sponsora, który płacił mu za to, że on żył i tworzył. Musimy funkcjonować jakoś w normalnym społeczeństwie i się utrzymywać. Więc na pytanie, jak sobie radzę, odpowiadam – po prostu, staram się jak najlepiej optymalizować czas, jaki mam. Nie zawsze to jest możliwe, ale nie ma tu jakiegoś jednego schematu czy rutyny. Po prostu trzeba zdrowo żyć, spać i wstawać w miarę wcześnie. 

Czy masz może jakieś oczekiwania w stosunku do Konkursu Chopinowskiego związane z Twoją dalszą ścieżką kariery?

Oczekiwania? Wydaje mi się, że mogą przeszkadzać. Tym bardziej, że muzyka jest strasznie niewymierna i trudno ją obiektywnie ocenić. Ludzie są tak bardzo różni. Poza tym można być też świetnie przygotowanym i świetnym muzykiem, ale mieć gorszy dzień. Więc nie warto, bo to jest też dodatkowa presja. To jest bardzo delikatna przestrzeń – psychika, radzenie sobie ze stresem i samemu ze sobą. Szczególnie w takich sytuacjach, kiedy się pracuje na coś bardzo dużo i bardzo długo, i potem jest ten jeden moment, kiedy trzeba to sprzedać na scenie. Nie, nie myślę w ogóle o takich rzeczach i podczas poprzedniego Konkursu Chopinowskiego także nie myślałem o tym, co z tego może być, czy nie być. Bo wydarzyć się może po prostu wszystko.

Łukasz Byrdy



Autor zdjęć: Wojciech Grzedziński