Wydawnictwa

Utwory Ernesta Blocha, Philippa Scharwenki, Dymitra Szostakowicza

Lech Bałaban – altówka
Krzysztof Sowiński – fortepian

20,00 PLN + VAT

RECENZJA

Altówkowe cymesy
Bogusław Rottermund

Po bardzo dobrze przyjętej płycie zawierającej utwory kameralne i solowe Franza Scharwenki (Ars Sonnora, 2015 r.), pianista Krzysztof Sowiński podąża śladem braci z Szamotuł i na swojej najnowszej, wydanej w 2018 r. płycie proponuje wyborne wykonanie Sonaty-Fantazji g-moll op. 106 na altówkę i fortepian (1899 r.) starszego z nich, ale mniej znanego Philippa Scharwenki. Trzyczęściowe dzieło zawiera w sobie tak wiele wątków, że można by obdarzyć nimi kilka utworów – ukazuje kompozytora jako wybitnego melodystę. Urozmaicają je krótkie kadencje, a nostalgia przeplata się ze słodyczą i wzlotami emocjonalnymi. Zwraca uwagę praca tematyczna i logika ujęcia architektonicznego. Lech Bałaban frazuje bardzo plastycznie i niezawodnie prowadzi smyczek. Gra wyjątkowo ciepłym, przyjemnym dźwiękiem. Przekonująco zaordynowane przez wykonawców tempa poszczególnych trzech ogniw przyczyniają się do odkrywania przed słuchaczem niezafałszowanego piękna tego dzieła.

Trzyczęściowa Suita hebrajska Ernesta Blocha z 1951 r. to istny fajerwerk, by nie rzec orgia dla uszu słuchacza i to nie tylko dla fanów muzyki żydowskiej. Część pierwsza – Rapsodie rozpoczynająca się rzewnym zaśpiewem nie pozostawia wątpliwości, z jaką muzyką słuchacz ma do czynienia, chociaż judaistyczny pierwiastek nie jest podstawą kształtowania oblicza suity. Soczyste brzmienie, gra na „szerokim oddechu”, improwizacyjność i rapsodyczność (kapryśność) przebiegu stanowią cechy utworu i zarazem jego wykonania. Uroczysta Processional to hieratyczny pochód (partia fortepianu) i snucie szeroko rozpostartych fraz melodii przez altówkę oraz niemal bachowskie dialogowanie instrumentów. Emocjonalna Affirmation o kontrastujących tematach kończy ten ciekawie interpretowany tryptyk.

Ostatnim skomponowanym przez D. Szostakowicza utworem jest Sonata na altówkę i fortepian op. 147pochodząca z 1975 r. Muzyka rozpoczynająca się altówkowym pizzicato stwarza nierzeczywisty, ekspresjonistyczny nastrój, który towarzyszy całej części Moderato. Lekko, zgrabnie zagrane, klasycyzujące Allegretto popada w taneczność. Groteska i pastisz, dialogowanie między instrumentami, kadencja altówki są również jego udziałem, podobnie jak powaga w środkowym ustępie. Kontrolowanego elementu wirtuozowskiego artyści nie wysuwają na plan pierwszy – zawsze króluje muzyka. Znakomicie odciąża to sonatę, gdyż jej ostatnia część (Adagio) począwszy od poważnej, nobliwej kadencji altówki, z przewagą nostalgii, rzewności, powagi i mrocznych barw obu instrumentów nosi cechy niemal artystycznej spowiedzi kompozytora, być może świadomego bliskiego końca swoich dni. Z rzadka aura zostaje rozjaśniona chwilowym operowaniem trybem majorowym. I o dziwo we fragmentach tych (czterech), przypomina… motywy z pierwszej części Sonaty Księżycowej Beethovena! To skrywana nadzieja, czy drugie dno – zakamuflowana przez Szostakowicza prześmiewczość i szyderstwo? Bogactwo ewokowanych nastrojów i ich wzorowe odzwierciedlenie przez wykonawców, pełne utożsamianie się z wymową dzieła pozwalają mówić o jego kreacji.

Utrwalone utwory to trzy różne muzyczne światy dość odlegle od siebie nie tylko epokami, ale i stylem oraz stosowaną techniką kompozytorską. Co je łączy? W booklecie napisano, że m.in. romantyczna ekspresja i głęboki przekaz emocjonalny, różnorodność brzmienia i bogactwo kolorystyczne altówki, która gra tu pierwsze skrzypce. Wspólnym mianownikiem wydają się żydowskie (nawet klezmerskie) motywy i zwroty pobrzmiewające / delikatnie sugerowane również w utworach Ph. Scharwenki i Szostakowicza, a pod względem wykonawczym przykuwanie uwagi oraz obdarzanie słuchacza radością, entuzjazm wykonawców i ich fascynacja muzyką. Wyziera ona z każdego taktu, frazy. Obaj artyści grają ze sobą od wielu lat i doskonale wyczuwają wzajemne intencje, stąd ich zgranie nie pozostawia niczego do życzenia. Dojrzałe, mądre, wysmakowane, a jednocześnie spontaniczne ujęcia jak najlepiej świadczą o muzycznym kunszcie wykonawców. Różnicując stylistycznie poszczególne realizacje, artyści podkreślają cechy charakterystyczne języka każdego kompozytora. W beczce miodu łyżka dziegciu. Reżyser nagrania zdecydował się na nieco za duże wysunięcie altówki pod względem głośności na główny plan. Aż chciałoby się fortepian „przesunąć do przodu” tym bardziej, że K. Sowiński nie gra „akompaniująco-towarzysząco”, lecz swoje partie traktuje emocjonalnie na równi z altowiolistą.

Viola & piano duo – E. Bloch, Ph. Scharwenka, D. Szostakowicz; wyk. Lech Bałaban – altówka, Krzysztof Sowiński – fortepian; AM 0-73, wyd. 2018 r.